1996 Muzyczne jedynki

No i był jeszcze jeden Michael, taki z innej bajki. Magda, 30-letnia blond piękność od zawsze, tak pamięta to, co było wtedy:

Próbowałam sobie przypomnieć, z którym z moich chłopaków spotykałam się w wieku 11 lat, ale to niemożliwe 🙂 Za to pamiętam koncert Michaela Jacksona w Warszawie, a konkretnie to, jak „wyjeżdża” spod sceny w białym mundurze, otoczony przez dym.

 

Było tam 120 tysięcy fanów, DJ Bobo i Formacja Nieżywych Schabuff na supporcie (choć miała być Shazza).

Jeśli pytasz o coś zupełnie niezwiązanego z kulturą, no to Spice Girls i Backstreet Boys

Ale nie tylko oni nadawali ton tamtego lata. ”Coco Jumbo”, ”Macarena” i Peter Andre z ”Mysterious Girl” – takie to były hity dyskotek na koloniach. Na Vivie prosto z Niemiec w wakacje w kółko leciały klipy Alanis Morrisette ”Ironic”, The Fugess ”Killing Me Softly”, George’a Michaela ”Fastlove” i Roberta Miles ”Children”.

Nagrywaliśmy z radia ulubione kawałki (”żeby tylko nie zagadał początku!”), jeśli ktoś nie wydał całego kieszonkowego na gumy Turbo i gumy-papierosy i kupił nową kasetę na bazarze, to słuchał jej w kółko, potem pożyczał, zaczynały się dyskusje i tworzył się jakiś wspólny popkulturalny kanon, pewnie z braku laku przeżywany przez wszystkich.

Z każdym kolejnym rokiem przybywało wszystkiego – rzeczy i przeżyć , ale coraz mniej czasu spędzaliśmy nad jedną konkretną, bo w kolejce i w koszyku czekały już kolejne. W 1996 roku człowiek musiał się nagłowić, zanim pstryknął jedno z 36 zdjęć na kliszy, dzisiaj mamy tysiące zdjęć na dyskach i rzadko do nich wracamy.

Mimo, że kulturalne przeżycia czają się na każdym kroku, rzadko robimy z nimi to, co najważniejsze – dzielimy się, dyskutujemy i przeżywamy z innymi. ”Przybyło wszystkiego, a zwłaszcza powodów do separowania się” – tak pisze Paulina Wilk w książce ”Znaki Szczególne” o nas, o dzieciach transformacji.

Nie można samemu skakać w gumę ani bawić się w chowanego. Potrzebowaliśmy siebie. Wystarczyło, że ktoś wyszedł z piłką na boisko, a wkrótce zjawiali się inni. Wspólnie ustalaliśmy reguły (…), gdy coś nas poróżniło, rozwiązywaliśmy konflikty uczciwie (…) Jeśli było trzeba, szło się na solówkę i tłukło przy świadkach.

No nie mówcie, że nie pamiętacie ”30 ton, lista, lista, lista przebojów”. Wszyscy znali ”Orła Cień” , ”Życie cudem jest”, ”Makumbę” i ”Niecierpliwych” Roberta Chojnackiego. Ktoś kibicował Anicie Lipnickiej i ”Wszystko się może zdarzyć”, ktoś inny ”Ciągnikowi” Blendersów.

Jeden uwielbiał ”Ostatni” Edyty Bartosiewicz, drugi ”Fleciki” Kayah czy T-Raperów Znad Wisły i ich ”Taki ze mnie Maxi Kaz”. A Kacper pamięta inne numery:

Lemon Tree” Fools’ Garden”, ”Where the wild roses grow” Kylie Minogue i Nicka Cave’a, ”Cosmic Girl” Jamiroquai’a i ”Spaceman” Babylon Zoo i ”Until It Sleeps” Metallici. Aaaa i jeszcze dodam, że najlepszą piosenką roku na MTV EMA został numer ”Wonderwall” Oasis, a najlepsze video mieli Smashing Pumkins. Dzisiaj na MTV nie do pomyślenia.

Jednak tamte czasy to nie tylko pop, rock i brit-pop. 

Dziennikarz Bartosz Koziczyński jest autorem książki, która powinna znaleźć się na półce każdego, którego dzieciństwo lub młodość zdarzyły się 20 lat temu. Mowa o ”333 popkultowych rzeczach Lata 90.”.  Kalendarz Szalonego Małolata, soboty z ”Beverly Hills 90210” (serialu, który rzekomo godził w wartości chrześcijańskie), Game Boy Pocket, polskie hity ”Słodko-gorzki” i ”Szamanka” – ta książka to encyklopedia wiedzy nie tylko o roku 1996, ale i o 9 pozostałych. Zapytałem Bartosza o wspomnienia:

1996 kojarzy mi się z koncertem Pearl Jam na Torwarze. Było to miejsce i czas, w którym 99 procent obecnych miało na nogach Martensy. Ja też.