1996 W starym kinie

Nie jest oczywiście tak, że wtedy nie było niczego. Ale fakt faktem, że wyprawa do kina to było jednak wielkie coś, coś jak święto. Przegapiłeś ”Dzień Niepodległości”, ”Mission Impossible” czy ”Ace Venturę” w kinie, to musiałeś czekać ładnych kilka miesięcy na premierę na VHS. Ja byłem w takim wieku, że do kina to bardziej na ”Toy Story” niż na ”Striptiz” i bardziej na ”Dzwonnika z Notre Damme” i ”Babe, świnka z klasą” niż na ”Ukryte Pragnienia”, ale po latach ponadrabiałem co nieco. A był to doskonały, filmowy rok : ”Siedem”, ”Trainspotting”, ”Podejrzani” i ”Nic śmiesznego” mają metkę z napisem ”made in 1996”. Aaa – i jeszcze ciekawostka. Na MTV Movie Awards nagrodę dla najlepszego nowego twórcy dostał Wes Anderson. Ten od ”Pociągu Darjeeling”, ”Genialnego Klanu”, ”Grand Budapest Hotel” i ”Fantastycznego Pana Lisa”, wtedy nakręcił ”Trzech Facetów z Teksasu” i zaczął swoją wielką karierę.

Dobry rok, lubię go 😉

Podobnego zdania jest Piotrek C., autor bloga ”Pokolenie Ikea”, tak popularnego jak jego dwie książki. Ma gadane, opowiada historie, które wciągają jakieś 226 368 internautów każdego dnia, więc jest też historia o tym, o czym tu gadamy:

W 1996 roku Nasa wysłała na Marsa sondę Mars Global Surveyor, Pfizer opatentował Viagrę, co miało zmienić zwyczaje mężczyzn po 40 roku życia, była premiera firmu Fargo, Andrzej Gołota stoczył walkę z Riddickiem Bowe, a moi  koledzy z prawa marzyli, że weźmie ich na staż firma doradcza Arthur Andersen. Co w tamtych czasach miało być przepustką do chwały i niekończącej się ilości mamony.

Ja muszę przyznać, że miałem plany bardziej spektakularne i niezwykle konkretne.  Marzyłem o zdjęciu majtek z pewnej koleżanki z roku. Była to wiotka blondynka o niebieskich oczach i fantastycznych cyckach (banał, wiem, ale jakże cudowny), na dodatek cyckach prawdziwych, co już nieczęste w obecnych czasach. 

Była nieco zepsuta, a przyznaję, z pewnym wstydem, że namiętność do podobnego rodzaju kobiet została mi do dzisiaj. 

Dobrze dla niej, a źle niestety dla mnie, koleżanka była bardzo praktyczna i preferowała wówczas głównie starszych, bo nawet 40 kilku letnich mężczyzn, jeżdżących samochodami typu mercedes A. O mnie można było wówczas powiedzieć wiele rzeczy, ale tego akurat nie. 

Ona chciała nieco innego świata i trudno ją było za to winić, bo miała wszystkie atrybuty jędrne i sterczące, aby dostać to co chce. 

Także wzdychałem i spalałem się myśląc o jej biuście, na odrzucenie reagując po polsku, czyli alkoholizmem, uczęszczając przy tym do bliższych i dalszych dyskotek w poszukiwaniu dziewcząt, które mogłyby mnie pocieszyć. 

I coraz częściej je znajdowałem, także jeśli ktoś mówi, że kobiety są nieczułe na męskie cierpienie, to nie zna świata i od dziś ma we mnie śmiertelnego wroga. 

W wolnych chwilach zaś macałem okładki prawniczych podręczników, które były zawsze grubsze niż oczekiwałem. 

Piękne w tej historii jest jednak to, że rok później moje marzenie się spełniło . 

Na Starym Mieście w Warszawie jest taka ulica Brzozowa, przy tej ulicy jest mini taras widokowy, gdzie są ławki. I na jednej z tych ławek będąc w stanie upojenia ciepłą nocą, tanim alkoholem i zaliczoną w terminie sesją, blondynka usiadła mi na kolanach. 

Następnie byliśmy bardzo szczęśliwi, jej usta były słodkie i wilgotne i przysięgaliśmy sobie wierność i miłość, co udało nam się osiągnąć całkiem długo, bo aż do rana. 

Od tej pory mam duży sentyment do tej ulicy i do tego tarasu. I wcale mi nie przeszkadza, że to wzniesienie nazywa się Gnojna Góra i kilka wieków temu było tam wysypisko śmieci w którym zakopywano po szyję ludzi chorych na syfilis wierząc, że ich to uzdrowi (nie uzdrawiało).

A Arthur Andersen kilka lat później utonął w skandalu Enronu, pokazując, że pasja i namiętność choćby do cycków jest dużo lepszym pomysłem na życie, nie koniunkturalne nastawienie na zarabianie kasy.