,,To się wytnie…’’ – Adam zmierza autokarem do domu i kręci kamerą świąteczną Polskę taplającą się w błocie i wyzwiskach. To, co nagra w trasie i na rodzinnej Wigilii, raczej dalekie będzie od klimatów ,,Listów do M’’. Ale to się wytnie.

Bywało się w ostatnich latach z polskimi filmowcami na różnych imprezach – weselach, komuniach, zakończeniach roku szkolnego, chrzcinach. Żadnej z nich nie można nazwać piękną, udaną czy nawet zwyczajną uroczystością. Bohaterowie ,,Cichej Nocy” szykują się na święta, ale zanim zabłyśnie pierwsza gwiazdka, wiedzą, że nie będzie tak jak być powinno. Ale się starają – tego im nie można zarzucić. Mama wylewa pochowaną wódę, żeby uratować święta, tata unika okazji do toastów, bo obiecał, że wytrwa bez alkoholu dłużej niż kiedykolwiek, a samo załatwianie choinki przypomina bardziej kadry z filmu ,,Zjawa” niż wyprawę do lasu na saneczkach z ,,Dzieci z Bullerbyn”. Wszyscy jakoś się starają , fakt.

Adam zmierza do domu autokarem, ale w odpowiednim momencie wypożycza samochód – cena nieważna, ważne by robił wrażenie. Jakoś tak się przyjęło, że auto wyznacza u nas ton. Wracając z zagranicy wypada wrócić na bogato, w glorii chwały i z widocznym symbolem sukcesu. Auto robi wrażenie, widać, że się powodzi, jest dobrze. Zakładania podobnych masek i robienia dobrej miny do złej gry jest w ,,Cichej Nocy” znacznie więcej. Bo też film Piotra Domalewskiego ma pokazać aspiracje, dylematy, pragnienia i obawy polskiego społeczeństwa.

To taka nasza specjalność – polska rodzina jako odzwierciedlenie polskiego społeczeństwa. Nic dziwnego, bo ze wszystkich grup małych i dużych dla większości Polaków najważniejsze są dwie –  duży naród i mała rodzina. Nie ma w ,,Cichej Nocy” waśni o politykę, nie leją się po mordach za PiS i PO, nie wyzywają się za podejście do aborcji, sądownictwa, mediów ani czy był zamach czy nie. Co nie znaczy, że nie ma lania się po mordach, wyzwisk i dąsów. Są, i to liczne, często uzasadnione, a czasem bez powodu. Jednak bohaterowie bardziej skupiają się na swoim własnym podwórku – na tym, co powinno być blisko, ale tak się porobiło, że jest daleko. Polska pojawia się sporadycznie – ot choćby w genialnym monologu ojca o tym, że ,,Polak wyjeżdża za granicę by wreszcie czuć się jak człowiek, ale tylko u siebie może czuć się Polakiem-człowiekiem”. Przebija w filmie poczucie niższości wobec świata i nieustanne porównywanie się w dół, ale chyba bardziej na zasadzie cytatu ,,Prawdziwe życie to życie którego się akurat nie prowadzi”.

 

,,Jeśli moi bohaterowie bywają dla siebie okrutni to nie wynika to z cynizmu, czy wyrachowania, ale raczej z nieumiejętności bycia ze sobą” Piotr Domalewski (,,Kino” 11/2017)

Wigilia, jak każda rodzinna uroczystość w polskich filmach, nie idzie zgodnie z planem, czy oczekiwaniami. Każdy tutaj ma coś na sumieniu – trudno wskazać jednego winowajcę. W rozmowie z ,,Kinem” reżyser podkreśla, że żaden z bohaterów nie jest z gruntu zły. I taki film udało mu się stworzyć – dużo się dzieje rzeczy, które nie powinny się dziać –  ludzie się kłócą, szarpią, obrażają co chwilę, ale od czasu do czasu udaje im się przymknąć oko. Z przymrużeniem oka zawsze lepiej – nie tylko w wyjątkową noc w rodzinie, ale też w wyjątkowych czasach w tej drugiej najważniejszej dla Polaków grupie.