Są filmy na które idzie się z marszu, bez wielkiego halo i takie, których się wyczekuje. ,,Człowiek z magicznym pudełkiem” Bodo Koxa to ten drugi typ. Bo trailer zachęca i wzmaga apetyt, bo film zgarnął wyróżnienie w Cannes za scenariusz, bo reżyser już pokazał na co go stać. Wszystko tu mówi, że czekać warto.

Są filmy, którym nie trzeba dawać specjalnej szansy. Porywają od samego początku – atmosferą, pomysłem, historią, emocjami. Nawet nie zastanawiasz się czym konkretnie – czujesz, że nikt cię tutaj nie oszukuje, i wierzysz, że jakkolwiek niewyobrażalne rzeczy nie dzieją się na ekranie, jest to prawdziwe, uczciwe, dobre.

Są też filmy, w których coś jednak nie gra. Sam pomysł wydaje się w porządku, tak jak kilka innych elementów, może i można przyczepić się do jakichś drobiazgów, tylko po co? Oglądasz dalej, bo a nuż to wszystko gdzieś prowadzi, ma sens, którego póki co nie widać i nie czuć. A jeśli za chwilę, albo dopiero w finale, trzeba będzie to odszczekać? Oglądasz dalej. Jest finał – nic nie trzeba odszczekiwać, uff. Coś tu jednak nie gra.

,,Człowiek z magicznym pudełkiem” to właśnie ten typ. Nie chodzi nawet o warstwę wizualną i porwanie się na science-fiction, jakby nie byłoby dosyć kosztowany gatunek. Pomysłów na stworzenie niestworzonych światów tutaj nie brakuje, a jest ich nawet zanadto. Bardziej chodzi o to, że trudno, przynajmniej mi, w tę opowieść dać się zanurzyć.

Oglądam i mam wrażenie, że to film bardziej dla funu Bodo Koxa niż dla rozrywki widzów, Więcej tu popisowych elementów, które służą temu by zrobić oryginalne (mimo licznych nawiązań czy inspiracji), niesamowite widowisko, inne niż wszystkie inne widowiska niż by opowiedzieć dobrą, wciągającą, niesamowitą i inną niż wszystkie inne historię.

Jako intrygujący spektakl i prezentacja rozlicznych pomysłów – nowy film Bodo Koxa sprawdza się jak najbardziej. Jako wiarygodna, urzekająca historia – dużo, dużo mniej.