Mam często tak, że czytam książkę i wlatują mi do głowy 2 pytania – coś jakby zażalenie ,,dlaczego ja tak nie piszę?’’ i coś jakby autonadzieja – ,,ej, kiedy ja będę tak pisać tak jak ten ktoś  tu?’’ Przy książkach Doroty Masłowskiej nie mam ani tak ani tak.

To kwestia szczerości i oceny własnych sił. Już dawno temu zdałem sobie sprawę, że taki zmysł obserwacji, trafnych porównań i językowej żonglerki zdarza się raz na 40 milionów Polaków. U nas i dla nas, już się zdarzył. Tak się pocieszam, że może nawet Dorota Masłowska, gdyby starała się usilnie pisać jak druga Dorota Masłowska, to nie byłoby to samo. więc nie ma sobie co zawracać głowy zażaleniami i nadziejami, spokojnie można czytać i się zachwycać. To duża ulga.

,,Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu’’ to kulturalny miszmasz. Wcześniej  teksty te były w repertuarze Dwutygodnika, jednej z najciekawszych lokalizacji w polskim internecie. Teraz, zebrane razem, niczym składanka the best of, układają się w jedną małą, niepełną encyklopedię, albo jeśli ktoś woli pamiętniki – to wielki pamiętnik popkultury wypełniającej autorce dekady i dni.

Od ‘’Dynastii’’ po disco polo, od spelunek do Disneylandu, od Beaty Kozidrak po Beksińskich, a wszystko okraszone doświadczeniami z życia Masłowskiej. Ogląda paradokumentalne paraseriale, traktując w ogóle ich powstanie jako zemstę ludu za lata spędzone w oparach wymuskanych celebrytów. Pisze o ,,Kuchennych Rewolucjach’’ jako starciu Magdy Gessler ,,gastronomicznej Lary Croft (…) sprzedającej rytualne (może nieco wrestlingowe) laczki na ryj polskim mężczyznom’’ lub jako zbiorowym portrecie Polaków XXI wieku przy którym ,,bohaterowie polskiej literatury i kina ostatnich lat mają (…) realizm i głębię psychologiczną ludzików narysowanych patykiem przez dwulatka’’. Podobnie ocenia ,,Azję Express’’, gdzie uczestnicy-celebryci to ,,komplet Polaków (…), w które dzieci bawiłyby się niewątpliwie po podwórkach, gdyby dzieci bawiły się jeszcze po podwórkach’’. Uwielbia czytać gazetkę ,,Prześlij Przepis’’ za 99 groszy z ,,dość nieprzeestetyzowaną szatą graficzną, niskim poziomem lęku przed glutenem i brakiem większego zainteresowania kaszą jaglaną’’. 

A jakby spektrum tematów było niezbyt gigantyczne, to na dokładkę Masłowska opisuje to, co od kilku lat przerabia wielu, jeśli nie każdy, z nas – kompulsywno-obsesyjny serialowy szał i powrót do rzeczywistości skończonym sezonie, ale opisuje to w sposób w jaki niewielu z nas potrafiłoby. Ot, stosowny fragmencik:

To właśnie wtedy wielotygodniowy ciąg wyrzucił mnie na brzeg, zdziczałą, wyobcowaną, zamotaną w koce. (…) Bez przekonania poczłapałam w kierunku karczmy, rzuciłam dukata, wołając kaszy ze skwarkami, skibki chleba, i już, już chciałam zewlekać misiurę, ale okazało się, że w Polsce jest 2013, premier, supermarkety i w ogóle.

Wiele tu zdarzeń, fenomenów małych i dużych, puzzli popkultury, których układaniem żył każdy, kto miał telewizor, przechodził koło kiosku lub rozmawiał ze znajomymi, którzy telewizor mieli lub koło kiosku przechodzili. Każda obserwacja to wynik jakiejś przygody, każda przygoda ubrana w zdanie, które wzbudza mniejszy lub większy, ale jednak zachwyt. ,,W Disneylandzie, jak to w Disneylandzie, co tu dużo opowiadać’’, ,,tworzą spójną arcybarwną opowieść, tak wieloperspektywiczną i zagadkową, jak co najmniej samo życie’’, ,,po moim ostatnim pobycie na Bali (…). Znacie Bali, prawda?’’ – tego typu tekstów, w klimacie pogawędki, jest tu bez liku.

To, że Masłowską czyta się tak jakby się z nią rozmawiało, to jedno. Drugie to to, że nie ma tu artyleryjskiego krytykanctwa z grubej rury, poczucia wyższości czy szyderstwa dla samego szyderstwa. Kiedy pisze o muzyce Bajmu, która jest ,,potrzebna na grillach, w kabinach tirów i w sercach’’, to nie udaje, że jest tej muzyki wielką orędowniczką, ale przyznaje uczciwie – ,,dla mnie Beata pozostaje królową polskich scen, czy te pokryte są złotem, błotem czy deską barlinecką’’.

Mimo, że felietony z Dwutygodnika to wypracowania na zadany temat, to widać, że jest to dzieło pisarza, a nie tylko skupionego na analizie i krytyce analityka i krytyka. Każdy kulturalny puzzel  ma literackie wstawki, jakieś tło, bohaterów z krwi, kości, potu i łez. Tak jak tutaj:

Do środka, otrząsając się z zawiei i zamieci, wchodzą dwaj… No cóż, gdybym miała wyjaśnić to najprościej, to dwaj dzwonnicy z Notre Dame. Nooo… sami rozumiecie. Chodzi o to twarze, inne od ludzkich, takie jakby kubistyczne. Dresy markowe w kolorze srebrnym i złotym. ,,Adidas for mafia’’, też nie wiedziałam, że mają taką kolekcję. Ale te twarze, wierzcie mi, Bóg ich nie stworzył. To znaczy może kiedyś stworzył, ale potem coś jakby zaszło.

I mógłbym tak w nieskończoność przytaczać warte przytoczenia fragmenty. Tylko rezolutniej będzie  zaproponować coś innego – może państwo, po prostu, przeczytają nową książkę Doroty Masłowskiej, gdyż warto, gdyż polecam i gdyż każdy odnajdzie tu fragment swojej przygody z popkulturą. Za co ręczę ręką, a że żyję z pisania to nie rzucałbym tu tak słów na wiatr, a siebie w otchłań bez pracy.