Łukasz Palkowski lubi opowiadać historie skazane na porażkę. Lubi sytuacje a’la ,,Mission: Impossible” i bohaterów z niemożliwymi pomysłami, za których nikt nie dałby złamanego grosza. Wreszcie lubi udowadniać, co zrobił w ,,Bogach” i w ,,Najlepszym”, że niemożliwe nie istnieje.

 

,,Najlepszy” zaczyna się nie najlepiej. Zgrane kawałki, pełne patosu rozmowy, lekka przesada i moja coraz grubsza irytacja. Co tu się wyprawia? Czy naprawdę oglądam film, który w Gdyni dostał nagrodę za najdłuższą owację widzów? Siedzę, myślę i krytykuję pod nosem, by za kilka chwil wszystko odszczekać. Ta lekka przesada, ot choćby w charakteryzacji, patos, pokazówa i te zdarte płyty dotyczą tylko części pierwszej, czyli młodości, w której często przecież dominuje patos, pokazówa i lekka przesada i z której nietrafionymi decyzjami trzeba zmagać się długo dłużej.

 

Jerzy Górski z błędami młodości walczy długo i wytrwale – na odwyku w Monarze i poza ośrodkiem, w życiu, kiedy wskakują mu w drogę przeszłe potwory i spółka. Największy demon gapi się, kiedy Jerzy spojrzy w lustro, inne niczym zombie nawiedzają go na ostatniej prostej. On robi swoje – nie ma wielkich fajerwerków, wpadania w samozachwyt, wiwatów, gdy uda mu się coś osiągnąć. Wie, że dopóki nie pokona wroga musi być najlepszą wersją samego siebie i że nie ma miejsca na jakąkolwiek słabość, chociaż wie też, że może nie stać się to nigdy.

 

Reżyser zaczął myślenie nad filmem od sceny z lustrem, po to by nadać historii elementy horroru. Bo odbijanie się od takiego dna jest niczym innym jak horrorem. Jedyny zarzut jaki mam, to taki, że w filmie mordercza walka z nałogiem trwa mniej więcej tyle ile krótki before, podczas gdy w prawdziwym życiu trwała kilka strasznych lat. Być może jednak to celowy zabieg – Marka Kotańskiego, twórcę Monaru, gra Janusz Gajos i robi to tak wspaniale, że wiele scen z jego udziałem trzeba było wyciąć, bo kradły cały film.

 

Janusz Gajos jest najlepszy, ale w tym aktorskim triathlonie nie dostają mu na krok inni – Jakub Gierszał, debiutująca Kamila Kamińska, Magdalena Cielecka i jak niemal zawsze – Arkadiusz Jakubik i Tomasz Kot. Doskonale, że taka wspaniała, niewiarygodna historia została tak dobrze opowiedziana.