To jest kreskówka z zupełnie innej bajki, jedna z lepszych od dawien dawna. Żadna mi znana animacja nie ma w sobie takiego pokładu szczerości, żeby nie powiedzieć walenia prosto z mostu o trudnych sprawach.

Rzecz rozgrywa się w sierocińcu, dokąd trafiają dzieciaki z przeszłością. Z tej przeszłości wylatują różne traumy – powody, dla których mali bohaterowie znaleźli się tam gdzie się znaleźli Rodzinne patologie, alkohol, przemoc, samotność, frustracje i inne koszmary – to wszystko w tej mało bajkowej, ale jednak bajce, jest, bo musi być. Bo miało być prawdziwie. Zazwyczaj to dzieciaki stać na szczerość 100%. Francusko-szwajcarskie dzieło jest jakby odwdzięczeniem się za taką uczciwość, a zastosowanie animacji poklatkowej wydaje się najbardziej trafnym rozwiązaniem, bo jednak animacja, ale jakby z realnego świata.

Animacja smutna, to prawda, ale też niesamowicie śmieszna, mądra i prawdziwa, niegłupia i rozrywkowa za jednym zamachem, a taki zamach zdarza się rzadko. Skrzy się humorem i dorosłymi tekstami, wypowiadanymi przez kumate dzieciaki, i mimo, że uczciwie stawia sprawę jak to w życiu bywa, to też jak to w życiu bywa ma całe mnóstwo zachwycających, radosnych elementów w tych trudnych okolicznościach Urocza – to chyba najlepsze określenie i najbardziej trafna rekomendacja.