Uwielbiam zapach Oscarów o poranku. To zapach popcornu, chipsów i pepsi – niezbędnego prowiantu na każdą oscarową noc, oraz kawy – niezbędnej by przetrwać dzień po. Uwielbiam też atmosferę ostatniego poniedziałku lutego, kiedy przez cały dzień toczą się zażarte spory czy wybór Akademii to słuszny wybór. W tym roku dochodzi jeszcze jeden element – kończy się pewna epoka.

To oczywiście epoka memów z Leonardo DiCaprio. Jego aktorskie popisy w ”Wilku z Wall Street”, ”Krwawym Diamencie”, ”Aviatorze” i ”Co gryzie Gilberta Grape’a?” nie zamieniły się w złotą statuetkę. Zawsze ktoś zgarniał mu Oscara sprzed nosa . W 2014 Matthew McConaughey za ”Witaj w klubie”, w 2007 – Forest Whitaker za ”Ostatni Król Szkocji”, w 2005 – Jamie Foxx za ”Ray”, a w 1994 – Tom Hanks za ”Filadelfie”. Ale dzisiaj wreszcie sie udało – Leo dostał upragnioną nagrodę i owacje na stojąco za kreację w ”Zjawie” i cierpliwość w życiu.

Sama ”Zjawa” zgarnęła też Oscara dla najlepszego reżysera i za najlepsze zdjęcie. Nakręcenie takiego filmu to nie była prosta sprawa – 2015 rok był jednym z najcieplejszych, a film musiał rozgrywać się w zimowym klimacie. Właśnie klimatyczne zmiany były sporą częścią przemówienia Leonardo DiCaprio. Zaapelował do wielkich tego świata by pomyśleli o dzieciach swoich dzieci, ludziach bez przywilejów i mieszkańcach świata – bo za ”politykę chciwości” zapłacą wszyscy bez wyjątku. ”Nie traktujmy naszej planety jako coś pewnego, tak jak i ja nie biorę dzisiejszej nocy za pewnik :)” – tak zakończył i już mógł zasłużenie świętować. Świętuje do teraz.