Nudny. Straszny. Znakomity! Zero fajerwerków, wybuchów, dramatycznych zwrotów akcji. Wspominałem już, że znakomity?

Dobrze, że pojawił się u nas teraz – teraz, na samym początku roku, czyli w erze snucia planów na nowe, wspaniałe życie. Fajki, kilogramy, muskuły, kursy garncarstwa i tak dalej, w nieskończoność. Idę o zakład, że kilka z tych planów/ postanowień/ marzeń sprzed kilku dni, jest już przeterminowanym wspomnieniem, a kolejne wspomnieniami i wyrzutami sumienia staną się wnet. Bo ’’plan to coś, co potem wygląda absolutnie inaczej’’, jak to ujął zgrabnie Julian Tuwim. Dotyczy większości –  bez względu na to czy jesteś poetą czy kierowcą autobusu.

Paterson jest jednym i drugim. Rozwozi pasażerów miasteczka Paterson, pisze wiersze, z którymi codziennie obiecuje coś wreszcie zrobić dalej. 7 dni tygodnia to ta sama melodia, rutyna i dramat. Ale jednak nie. Bo w tym nudnym świecie Patersona, świecie tych samych scenerii, bohaterów i rekwizytów każdego dnia na scenie pojawia się coś nowego. Jak w reklamie Lidla – ’’co tydzień coś nowego’’. W tym samym, odwiedzanym codziennie barze, można stać się znienacka superbohaterem ratującym z opresji nieznajomą – choć poważny napad okazuje się teatrzykiem dla dzieci. Pies, który rozszarpuje na strzępy twój największy skarb życia może być zwiastunem nowej przygody. Komedia i dramat za jednym zamachem.

Wydaje się, że film o prozie codzienności, siłą rzeczy musi być nudny. Nie jest – śledzi się te wszystkie powtarzalne w kółko refreny z zapartym tchem. Raz na czas każdemu trafia się poezja w prozie życia, coś i/lub ktoś nieoczekiwany, niespodziewany, wywracający wszystko do góry nogami.
Wydaje się też, że film o wyczekiwaniu na fajerwerki i niezdecydowaniu, którą by tu drogą pójść, by wreszcie zacząć doskonale żyć, siłą rzeczy musi być straszny. Nie jest. Bo po co komu petardy w życiu na co dzień? Raz na jakiś czas, ot choćby w Sylwestra wraz z planami na nowe, wspaniałe życie, mogą być. Częściej – były nie do zniesienia.