Sam jak palec

To nie jest artykuł sponsorowany, a Wielkanoc nie jest, czy raczej nie powinna być, tylko i wyłącznie sponsorowaniem własnych wesołych świąt. Jednak w czasach, które mkną z prędkością światła, trudno wygospodarować  wolną chwilę na cokolwiek niezwiązanego z własnym dobrostanem.

 

Wydaje się, że zawsze będzie fajnie – że zawsze będą kumple, przyjaciele, rodzina, znajomi i znajomi znajomych dookoła, na wyciągnięcie ręki. Jeden telefon, jedna wiadomość na Facebooku i miłe popołudnie lub imprezowy wieczór załatwiony. Świat wydaje się jedną wielką balangą – 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, na każdym kroku czekają i będą czekać nowe huczne możliwości i ludzie skorzy do zabawy, rozmowy i akcji. Tak jest teraz, tak będzie zawsze, obojętne czy w 2016 roku, kiedy mamy po 30+ lat, czy w 2066, kiedy stuknie nam lat 80.  Bohaterowie, o których teraz napiszę, też tak kiedyś myśleli. Może nawet bardziej, bo był rok 1966, bardziej skupiony na ”social” niż na ”media”. Pewnie byli przekonani, że zawsze będzie ktoś obok, a każdy dzień będzie upływał w doborowym towarzystwie. Ale wyobraźnia swoje, a prawdziwe życie swoje…

Komedia i dramat

Jest tak, że jak o kimś nie jest głośno, to jakby go nie było. Starsi, samotni ludzie stoją z boku. A jeszcze częściej – siedzą z boku, w swoim bloku, po cichu, we własnych, pustych mieszkaniach. Ich najwierniejszym towarzyszem, jedynym, który w domu zabiera głos, jest telewizor. A ten nonstop nadaje o tym jak wspaniały jest świąteczny czas, jak kolorowe są wszelkie przygotowania, jak gwarne, wesołe i fantastyczne są spotkania w rodzinnym gronie. Święta są super i kropka. Są super, ale pod jednym warunkiem – nie w liczbie pojedynczej.

Ja jestem mięczak, nie ma co tego ukrywać. Czyjeś łzy, czyjś smutek – czy to napisany, opowiedziany, czy taki w realu – boli najbardziej. Ale nie trzeba być aż takim mięczakiem jak ja, by wzruszyć się samotnymi historiami starszych, często zapomnianych przez świat ludzi. Ludzi, którzy zdobywali wiedzę, przeżywali fantastyczne przygody, czy po prostu żyli w porządku. A po tym wszystkim nie ma nagrody – nie ma z kim się podzielić swoim bogatym przeszłym życiem. Nie tak powinno być – Daniel Passent kiedyś napisał, że życie jest źle wymyślone: najpierw komedia, potem dramat. Powinno być na odwót.

Wielki dzień na Wielkanoc

Na szczęście są tacy, którzy taki ponury los starszych, samotnych ludzi chcą odmienić. Wśród nich – stowarzyszenie ”mali bracia Ubogich”. Sami przedstawiają się jako przyjaciele osób starszych. Ale na słowach się nie kończy, bo dla seniorów organizują rzeczy, które choć przez chwilę umilą czas. Dla cichych bohaterów krótkie chwile trwają znacznie dłużej –  będą żywe jeszcze długo potem,  we wspomnieniach. Agnieszka Szafrańska ze stowarzyszenia powiedziała mi o pewnej pani, której wspólne, świąteczne śniadanie dało ogromny zastrzyk pozytywnej energii. Jedno śniadanie. Ze łzami w oczach zwierzyła się, że teraz będzie sobie przypominać jak było miło, jak było ciepło na takim spotkaniu. Spotkaniu, które zdarza się raz na rok.

Takie Wielkanocne śniadania już się odbyły. Jednak wciąż można ufundować samotnej osobie wielki dzień. Wystarczy tylko 40 złotych – to najlepsza rzecz jaką za taką kwotę można nabyć. Wiem z doświadczenia. Wiem też, że dla niektórych 40 złotych to jak 40 groszy dla innych. Ale przecież nie zawsze chodzi tylko o pieniądze i wystawne uczty – podopieczni ”małych braci Ubogich” cieszą się, gdy ktoś do nich wpadnie, porozmawia, poczyta książkę lub gazetę, bo już wzrok nie ten, czy po prostu – będzie blisko.

Jeśli chcesz przyczynić się do wielkiej radości samotnych, starszych osób – zajrzyj tutaj:  http://www.malibracia.org.pl/wielkanoc/