Woody Allen, nawet jak zrobi gorszy film, to i tak nie jest źle. No tak już ma. A ten jego najnowszy jest dużo lepszy niż kilka ostatnich dzieł.

Skorzystał z genialnego, prostego rozwiązania – zmiksował trochę pomysłów, postaci i tematów ze swoich wcześniejszych filmów. Jednak ”Śmietanka Towarzyska” to nie tylko składanka najlepszych przebojów Woody’ego Allena.

Z nowości jest choćby obecność doskonałego operatora Vittorio Storaro, 3-krotnego zdobywcy Oscara za zdjęcia (m.in. za ”Czas Apokalipsy”). Tutaj też wykonał świetną robotę – film jest wizualnym majstersztykiem, perfekcyjną, nostalgiczną pocztówką z lat 30.  Już sam klimat jest wystarczającym powodem, by wybrać się na ten film, zwłaszcza teraz, latem.

Rzecz się dzieje w Los Angeles. To tam, z Nowego Jorku, przyjeżdża Bobby. Nie zna nikogo, nie ma pracy, ma za to marzenia o wielkiej karierze i wujka, który pracuje z gwiazdami Hollywood. Jego towarzyskie życie zaczyna się od kapitalnego spotkania z prostytutką, potem na swojej drodze napotyka kolejne dziewczyny, rozczarowania i tarapaty. I jak to zazwyczaj u Woody’ego Allena bywa, każdej z przygód towarzyszą mistrzowskie dialogi i teksty. Ot choćby taki:

 

Żyj sobie tak jakby dzisiaj był ostatni dzień twojego życia. Zobaczysz – przyjdzie taki dzień, że  a przyjdzie taki moment, że stanie się to prawdą. Wtedy będziesz mieć rację

 

Tekstów, sytuacji i bohaterów, którzy w bezpretensjonalny sposób opowiadają o pogmatwanych, miłosnych perypetiach i kilku innych sprawach jest tu mnóstwo. Woody Allen ma w swoim dorobku lepsze historie, ale sposób w jaki opowiada tę jest wyborny. I jest to doskonale zagrane.