Już mi się nie chce pisać tego bloga. Taki śmieszny żart 🙂  Tak naprawdę to niekiedy nie chce mi się dosłownie nic. Ale nie o tym, nie o tym dziś. Dzisiaj będzie o tym, że piosenka jest dobra na wszystko i warto mieć w zanadrzu listę swoich własnych, ulubionych numerów. Taki soundtrack  życia – na wypadek gdyby kiedyś do drzwi zapukał Guy Ritchie albo Wes Anderson z propozycją zrobienia filmu na bazie twojego żywota.

Dawno temu, po 30. urodzinach, wybrałem sam dla siebie właśnie 30 swoich ulubionych numerów wszech czasów. Piosenek, które poprawiają humor. Utworów, które kojarzą się z beztroskimi/ważnymi/najlepszymi momentami. Hitów, które na pewno byłyby rozwiązaniem w jakimś internetowym teście na to, którym z nich jesteś.

Cała 30-stka na ścieżce dźwiękowej się nie zmieści. No chyba, że ekranizacja twojego życia byłaby czymś na skale ”Władcy Pierścieni”, ale to raczej nie byłaby zbyt dobra wiadomość 🙂  Chcąc nie chcąc, wylądowałoby tam sporo utworów instrumentalnych, czy ktoś to lubi czy nie.  Warto w wolnej chwili pomyśleć, co znalazłoby się u ciebie na albumie. Chętnie posłucham – możesz napisać w komentarzach co tam sobie wykombinowałaś/eś, a internetowa ludzkość pewnie już oceni jak bardzo dziwne są niektóre losy.

Jako zachęta, przedstawiam niektóre ze swoich propozycji:

12. ”Sunday driver” The Limp Twins

11. ”Two Princes” Spin Doctors

10. ”Young Folks” Peter, Bjorn & John

09. ”Heaven” Unkle (*teledysk – mistrzostwo świata)

08. ”Days Go By” Dirty Vegas