Martyna Wojciechowska

To jeden z niewielu programów z misją w dzisiejszej telewizji. Martyna Wojciechowska jeździ po świecie, pokazuje historie, o których nigdy nie słyszeliśmy i które, najbanalniej to określając, mają siłę. Polały się łzy w niejednym odcinku ”Kobiet na krańcu świata”. I to łzy osoby, która jako pierwsza Polka ukończyła rajd Dakar, w 7 lat wspięła się na najwyższe szczyty na każdym z kontynentów, i samodzielnie realizuje każdy swój cel. Teraz ma nowy – chce dostać pierwszą nominację do Oscara za dokument. ”Jestem w stanie stworzyć taki dokument, jakiego jeszcze świat nie widział” – powiedziała w wywiadzie z ”Forbes Life”. Tupet? Raczej zdrowa pewność siebie – dzięki temu przeciwności losu nie przekreślają osiągnięcie tego, co wydaje się niemal niemożliwe. Martyna pomaga dzieciakom z Kolumbii i Tanzanii, zbudowała Przylądek Nadziei we Wrocławiu, czyli klinikę onkologiczną dla dzieciaków, a przed nią budowa szpitala w Kongo. Mocne charaktery nie mają w życiu łatwo, bo mimo wszystkich swoich zasług i sukcesów, zawsze znajdą się krytykanci.

 

Miałam dwa razy złamany kręgosłup, przeszłam chemioterapię, na wyprawie zmarł mi przyjaciel, jestem samotną matką. Co mam dopisać jeszcze do listy niepowodzeń, żeby inni uznali, że mam jednak słabości? (”Wysokie Obcasy Extra”)

 

Narzekasz czasem? No wiesz, na rząd, na niepogodę…

Martyna Wojciechowska: Nie, nigdy. Dlaczego? Po pierwsze nie narzekam na rzeczy, na które nie mam wpływu. Po drugie, gdyby większość z tych osób, które narzekają, zobaczyła, jak wyglądają obozy dla uchodźców w Afryce lub jak to jest, kiedy dziecko umiera z głodu na twoich rękach, to nie odważyłaby się narzekać. Dla mnie to jest terapia wstrząsowa, ale działa. (miastokobiet.pl)

Pieniądze mnie nie napędzają. Są mi jednak potrzebne, żeby zrealizować kolejne projekty i pomagać tym, którzy bardzo tego potrzebują (”Forbes Life”)