Sport i zabawa w jednym pakiecie – wiadomo, ale także niezwykły spektakl, kiedy bawią się i trenują najlepsi. I jakby tego dobrego było mało to wakeboard, przynajmniej dla mnie, ma jeszcze jakieś magiczne, terapeutyczne właściwości. Bez dwóch zdań – warto wskoczyć w ten przyjacielski, pełen frajdy świat. No to hop!

Może to urok cudownych z natury Mazur, może to czar beztroskiego klimatu Giżycka, a może magia odkrywania nowych rzeczy i nieznanych terenów. Tak czy siak z krótkich, acz treściwych, bogatych, acz niedrogich wakacji wróciłem jak nowo narodzony.

A nigdy nie byłem typem sportowca. Kiedy w podstawówce chciałem pograć z chłopakami w piłkarskim turnieju, to dali mi rolę trenera, po czym szybko robotę straciłem, bo ponoć za często zarządzałem przerwy na pogawędki. Tak to jest jak okrutne 12-latki nie mają pojęcia o psychologii sportu. Ich strata.

Kiedy jako reporter w radiu robiłem materiał o lidze kartingowej i ścigałem się z mistrzami kierownicy, zajmowałem zawsze 31. miejsce na 30 zawodników. To akurat zaliczam do sukcesów.

Kiedy zapisałem się na tajski boks to po mordzie, i nie tylko, dostawałem od mniejszych i młodszych – co w pełni rozumiałem, też bym tak robił, gdybym umiał – ale też od starszych i silniejszych. Tego już nie rozumiałem wcale, bo tacy nie musieli się sprawdzać, a na pewno nie musieli się sprawdzać na mnie. No ale się sprawdzali. Nieważne – było, minęło. Ta krótka historia sportów w moim życiu jest tu jednak po coś – po to by pokazać, że…

 

Wakeboard jest dla każdego

Nieważne czy przychodzisz pobawić się na desce po kilku tygodniach solidnego treningu, czy prosto z marszu. Nieważne czy masz ze sobą pełny ekwipunek czy tylko ręcznik i kąpielówki. A zresztą – nawet tego mieć nie musisz.

 Mamy w sezonie bardzo wielu gości-turystów. Idą zwiedzać twierdzę Boyen, są na spacerze, albo zmierzają do parku linowego i zatrzymują się u nas, by spróbować. Przychodzą całe rodziny – i mama i tata i dwójka dzieciaków. Oni są totalnie z marszu, bez ręcznika właśnie, bez spodenek. Nie jest to absolutnie żaden problem (Zuza Gruchal z WakePark Giżycko).

 

Jeden jedyny ważny warunek jest taki, że nie wolno bać się wody. I nie ma tak naprawdę ku temu wielu powodów – bo oprócz deski dostajesz kask, piankę i kapok. Do tego instruktorzy wiedzą jak strach przed wodą pomóc przezwyciężyć i skupić się już na samej radości na desce. Bartek ”Czarzak” Czarzasty, który z wake’m ma do czynienia od jakichś 15 lat, jako jeden z pierwszych w Polsce, miał uczniów w każdym wieku. Najmłodszy miał 5, najstarszy ponad 70 lat. Każdy dał radę i każdy miał fun.

 

To nie jest trudny sport. Jest łatwiejszy niż snowboard, zdecydowanie. Wystarczy mniej czasu na początku, by zacząć się tym bawić. Nie mieliśmy jeszcze takiej sytuacji, że ktoś był niezadowolony. Staramy się, i chyba umiemy to robić, by przekazać zajawkę.(Bartek ”Czarzak” Czarzasty)

 

I ja to mogę potwierdzić. Pierwszego dnia udało mi się utrzymać na wodzie, drugiego nauczyłem się nawracać, potem startować z pomostu, a na koniec jako tako robić obroty o 360 stopni. Co prawda bolały mnie łapy, bolał mnie każdy miesień, ale sam jestem sobie winien – od dawna nie miałem do czynienia z jakąkolwiek fizyczną aktywnością. A skoro nawet taka sportowa łajza da radę, to da radę każdy inny.

 

Opcja na idealne wakacje

Satysfakcja na wodzie jest niesamowita, samopoczucie już na lądzie szybuje ostro w górę. Ledwo wróciłem w niedzielę z wakacji, już w poniedziałek zacząłem rozglądać się za wakeparkami w okolicy, we wtorek kupiłem trickboard do ćwiczeń na sucho i każdego dnia kombinuje co by tu zrobić, by na Mazury wrócić.

WakePark w Giżycku jest niby w centrum miasta, a wygląda jak kraina z Bullerbyn. Doskonała miejscówka na wakacje, po których jest szansa, że wrócisz naładowany pozytywną energią.

 

To jest takie miejsce, gdzie możesz spędzić fajnie czas. Po prostu. Plaża, chillout, lemoniada, kawa mrożona, no i dawka wrażeń na jeziorze. Połączenie relaksu i sportu. Czy może być lepiej? (Zuza Gruchal)

A emocje nie kończą się wtedy, kiedy kończy się twój czas na desce. Warto zostać po takich napisach końcowych i popatrzeć jak robią to mistrzowie, ot – taki Bartek.

Ludzie często myślą, że tutaj się pływa w kółko i tyle. Oczywiście takie pływanie na początku jest konieczne i przyjemne, ale potem jest tyle możliwości, tyle ewolucji, tyle nowych rzeczy do nauczenia się, że to się nigdy nie znudzi. (Bartek ”Czarzak” Czarzasty).

 

Kiedy Bartek ruszył raz do akcji, na pomoście zebrała się spora grupa zafascynowanych przechodniów, z rozdziawionymi z zachwytu ustami i pstykającymi zdjęcia niczym japońscy turyści. Nie wierzycie? No to popatrzcie:

Patrzysz na takiego Bartka i mówisz ”Wow! Ja też tak chcę!” i nagle wchodzisz na wodę i okazuje się, że to wcale nie takie proste, ale chcesz, dążysz do tego by z każdą rundą być jak najlepszym. I to jest piękne. (Zuza Gruchal)

 

Normalnie jakbym słyszał siebie 😉 A podobnych do mnie fanów jest coraz więcej. Wakeboard to od jakichś 3 lat najszybciej rozwijający się sport wodny na świecie. U nas także zdobywa popularność, zwłaszcza od czasu pojawienia się systemu 2.0 (tj. wyciąg z 2 słupami na którym w jednym czasie pływa 1 osoba). Obecnie wakeboardowe miejscówki są niemal wszędzie – w każdym dużym mieście lub okolicach i wszędzie tam, gdzie Polacy lubią spędzać wakacyjny czas.

 

Wake & friends

Powód tej rosnącej popularności jest jeszcze jeden – wakeboard to bardzo przyjacielska sprawa. Jeśli pojawia się konkurencja, to zdrowa, zamiast krytyki są dobre rady, a osoby, które podłapały zajawkę tworzą jedną, wielką rodzinę zogniskowaną wokół doskonalenia umiejętności i wymiany doświadczeń, ale przede wszystkim – pasji i zabawy.

Kiedy kończy się sezon, a kończy się u nas w Polsce zazwyczaj we wrześniu, każdy czuje niedosyt. Ale nie trzeba czekać przez długie 9 miesięcy – można mieć radochę z letniego sportu także zimą. Tyle, że daleko, daleko stąd. BoardFans Travel, czyli biuro podróży dla aktywnych, organizuje zimowe wyjazdy tam gdzie uderzają miłośnicy wake’a z całego świata – na Filipiny i do Tajlandii.

Tak mi się te wakacje na Mazurach z wakeboardem spodobały, że już wtedy i tam postanowiłem, że się na taki obóz wybiorę. Do tej pory jedną z moich ulubionych życiowych przyjemności było palenie wielu, naprawdę wielu papierosów i nie wyobrażałem sobie by mogło być inaczej. Po wakacjach na Mazurach to się zmieniło –  jeszcze nie rzuciłem, ale ograniczyłem i zaoszczędzoną kasę odkładam na Filipiny. Nigdy nie sądziłem, że będą tak uważać, ale wakeboard jest fajniejszy niż fajki.

 

 

Przydatne linki:

Genialny WakePark w Giżycku: https://www.facebook.com/WakeParkGizycko/?fref=ts

Biuro podróży z obozami na wake’a i kite’a: https://www.facebook.com/www.boardfans.travel/?fref=ts

Wakeboardowe miejscówki w Polskie: http://e-wakeboard.pl/miejscowki/

 

Info na start:

  • Sezon trwa mniej więcej od maja/czerwca do połowy września
  • Wakeparki czynne są od samego rana do późnego wieczora.
  • Miejsce w godzinie kosztuje w tygodniu ok. 40 PLN, w weekend ok. 50 PLN. Zajęcia z instruktorem, w zależności od miejscówki to 50-100 PLN