Wiosenne Wzgórze, a nie zasypia przez cały rok. Białe Miasto, a na każdym kroku mieni się wszystkimi kolorami. Śródziemnomorska metropolia, a jakby Nowy Jork na Bliskim Wschodzie. To wszystko to właśnie ten jeden, jedyny w swoim rodzaju, Tel Awiw.

Białe, kolorowe miasto

Dawno temu zobaczyłem w magazynie ”Voyage” kilka fot stamtąd i wiedziałem, że kiedyś tam zawitam. Rok temu nie miałem stałej pracy, miałem jakieś oszczędności i potrzebę by wyjechać gdzieś daleko, w nieznane. Stwierdziłem, że lepszej okazji i lepszego miejsca nie będzie. Tak wylądowałem na 2 miesiące w Tel Awiwie.

Mówi się że to ”Białe Miasto”. Fakt – budynków w takim kolorze jest mnóstwo. Nie ma na świecie drugiego takiego skupiska modernistycznych, funkcjonalnych dzieł sztuki szkoły Bauhaus. Tam jest ich z 500, co krok. Nuda? Nic z tych rzeczy. W Izraelu nie znają takiego pojęcia.

Tętniące życiem knajpy, doskonały, mały street art, designerskie sklepy, złote plaże, mnóstwo zielonych parków i uginające się od nadmiaru warzyw i owoców wszelakich stragany sprawiają, że miasto buzuje niezwykłą, niespotykaną energią.

Jafa i Neve Tzedek

Przez kilka tygodni Tel Awiw na rowerze zjeździłem wzdłuż i wszerz. I co chwilę wracałem do dwóch ulubionych, kameralnych i magicznych, miejsc.

Jafa to starożytny port, chyba najstarszy na świecie, którego nazwa w hebrajskim znaczy ”piękno”. Takie określenie to strzał w dziesiątkę – od pierwszej chwili można zakochać się w wąskich uliczkach i zaułkach, pełnych antykwariatów i malutkich galerii sztuki, porcie z słusznie modną knajpą Container oraz najlepszej panoramie całego wybrzeża. Tam też, trochę dalej, jest najlepszy hummus w mieście. Tak bardzo najlepszy, że Abu Hassan zamyka swój przybytek o 13-stej, bo wszystko co przygotował, zniknęło.

Neve Tzedek, drugie fantastyczne miejsce, leży niedaleko Jafy. To nawet nie dzielnica, bardziej osiedle. Także pełne spokojnych uliczek, niskich, kolorowych domów, zza których wyglądają wieżowce szybkiego, nowoczesnego Tel Awiwu. Ale w Neve Tzedek czas stanął w miejscu, nikt się tutaj nie spieszy – bo i po co?

 

Szabat

U nas jest tak – wychodzisz z pracy w piątek i za chwilę jest już poniedziałek rano, a po 2,5 dniach weekendu wracasz zmęczony. Tam jest inaczej, mimo, że weekend trwa zaledwie 24 godziny. Zresztą w Izraelu wiele rzeczy jest wywróconych, z naszej perspektywy, do góry nogami.

Tydzień zaczyna się w niedzielę, początek dnia przypada na wieczór, kolejny miesiąc startuje w połowie naszego miesiąca, a Nowy Rok świętują we wrześniu. Ale mają coś niezwykłego, cotygodniowe najważniejsze swoje święto – szabat.

W piątek o zmroku, minutę po tym jak znika słońce, rozpoczyna się weekend i trwa zaledwie do wieczora w sobotę. Tyle wystarczy by wypocząć. Wtedy wszystko zamiera – nie działa komunikacja miejska, gwarne przez 6 dni targowiska cichną, a Izraelczycy spędzają czas w domach. Modlą się, spożywają szabatową wieczerzę, idą do synagogi. Ci najbardziej religijni nie wykonują wtedy żadnych, żadnych prac – a pracą w ich rozumieniu jest choćby włączenie światła czy telewizora. W takim trybie offline spędzają 24 godziny.

W sobotę spotykają się na piknikach, w parkach, w kawiarniach, wypoczywają na plaży, w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych. Uprawiają sport, bawią się, rozmawiają, czytają, czują, że żyją. I wiedzą, że już za tydzień będzie kolejne takie święto.

Więcej zdjęć stąd i stamtąd znajdziesz na moim koncie na Instagramie. Zapraszam!

Przydatne info:

  • Na dobrą sprawę Tel Aviv można poznać nawet w 2-3 dni, tygodniowe wakacje to optymalny czas, by pozwiedzać, odpocząć, a nawet ruszyć w inne, warte odwiedzenia miejsca w Izraelu (choćby do Akki). Kraj nie jest duży – ma powierzchnię województwa mazowieckiego
  • Najlepsze smaki Izraela to rzeczy na wynos – hummus u Abu Hassana (ulica Hadolfin 1, Stara Jafa) oraz kanapka z hummusem, ziemniakami, bakłażanem i jajkiem, czyli sabich w Sabich Tcherniachovsky (ulica Tcherniachovsky 2).
  • Niemal na każdym kroku znajdziecie doskonały falafel, a czekając na przygotowanie można smakować za darmo przystawki. Kiszone cytryny to jest mistrz. Tak samo jak sok ze świeżo wyciskanych granat

Niebawem, jeszcze w te wakacje, na blogu ruszymy w inne miejsca Izraela i spotkamy się z mistrzami izraelskiej prozy.