Lubimy lata 90. Ten magiczny, kolorowy, beztroski czas. Lubimy wspominać, wracać do nich, marzyć, żeby teraz było tak jak dawniej, tak jak wtedy właśnie. Film Tomasz Wasielewskiego rozgrywa się w 1990 roku, ale nie wyjdziecie z kina z myślą, że to były piękne czasy.

Na początek jest impreza. Ktoś przynosi nowe jeansy, na stół wjeżdża Fanta do zapity, toczą się dyskusje o pierwszych biznesach w nowych czasach. Potem odwiedzamy wypożyczalnie z piraconymi kasetami VHS, zajęcia aerobiku, domy, kościoły i szkoły sprzed 26 lat. Film ”Zjednoczone Stany Miłości” to nie jest dokument o Polsce z 1990 roku. Nie wiem, czy tak to wszystko wtedy wyglądało, mały byłem i nie chcę się w tym akurat temacie wymądrzać, ale jestem w stanie uwierzyć, że tak. Tomasz Wasilewski miał wtedy 10 lat, też niewiele, ale film zbudował z drobnych wspomnień. Ot choćby kolor paznokci i szminki dyrektorki – tak nosiła się jego nauczycielka, tak to zapamiętał.

Samotność w nowym świecie

Nie wiem jak udała się filmowcom sztuka znalezienia blokowisk i wnętrz, które wyglądają jak żywcem wyjęte z tamtych czasów. Nie wiem, nie wnikam, ale gratuluje. W stworzeniu klimatu lat 90. spora też zasługa rumuńskiego operatora Olega Mutu, tego samego, który pracował przy filmie ”4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni”. Surowe, chłodne, wyblakłe zdjęcia, bohaterowie często schowani za kadrem, budynki samotnie stojące w przestrzeni, która dopiero nabierze wyrazu i kolorów. Tymczasem jest klimat osamotnienia, niby powinna być radość z nowego, ale jest bardziej strach przed nieznanym.

Nie takie lata 90. znamy. Przecież z tamtych czasów mamy najlepsze wspomnienia, kolorowe karteczki, pierwsze rolki i deskorolki, lentilki i oranżady za 2500 złotych. Zastanawiałem się nad znaczeniem tytułu tego filmu. Mogę się mylić, ale tak jak w Stanach króluje filozofia wiecznego uśmiechu bez względu na okoliczności, tak u nas, wtedy, też trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Bo przecież najgorsze już minęło, teraz będzie tylko lepiej, teraz wszystko staje otworem. Tylko w tym nowym, otwartym kraju panowały jeszcze stare zwyczaje.

”Zjednoczone Stany Miłości” to film o pogmatwanych życiach 4 kobiet w różnym wieku. Mógłby rozgrywać się w każdym innym roku, ale Tomasz Wasilewski, autor scenariusza wybrał właśnie ten jeden konkretny. Dlaczego?

 

Stan totalnego zaskoczenia wynikający z odkrycia, że granice (już – przyp.) są płynne i zupełnie gdzie indziej, niż człowiek sobie wyobrażał, budzi w moich bohaterkach ciekawość i chęć zmian. (…) Gdy nagle stary porządek upada i zmieniają się obyczaje, nie wiadomo, dokąd pójść. Brakuje wskazówek, przewodnika, a żyć jakoś trzeba” (Tomasz Wasilewski, ”Ludzie na krawędzi”, wywiad w ”Polityce”)

 

Dzisiaj bohaterki inaczej rozwiązałyby swoje dylematy – ”wybory bohaterów byłyby mniej zachowawcze”. Choćby z tego względu, że rozwody nie były tak powszechne jak są teraz. Śledzimy zwykłą codzienność kobiet szukających w życiu czegoś więcej, czegoś innego, czegoś o czym marzą lub wydaje im się, że marzą. Te marzenia i chęć usilnego ich spełnienia doprowadza do jeszcze większej frustracji, samotności, smutku. Dokładnie tak jak teraz i podobnie jak w filmie ”Kamper”.

 

Taka jest ludzka natura. Pakowanie się w tarapaty. Pragnienie niemożliwego. Jak tylko coś takiego poczujemy, odkładamy racjonalność na bok i pędzimy tym pierwszym ekspresem pendolino. (…) Brakuje im miejsca, gdzie czułyby się po prostu dobrze. Spokoju w szerszym rozumieniu. (Tomasz Wasilewski, ”Ludzie na krawędzi”, wywiad w ”Polityce”)

 

Film dostał nagrodę za najlepszy scenariusz na festiwalu w Berlinie. Nie każdemu jednak ”Zjednoczone Stany Miłości” przypadną do gustu. Pojawią się głosy w stylu : ”Za scenariusz? Tam się mało co dzieje. To jest jakiś dramat”. No bo to dramat, codzienny, zwykły mały dramat.

Emocje i niedopowiedzenia

Nie ma tu nieoczekiwanych zwrotów akcji na każdym kroku, fajerwerków, mówi się tu mało, acz mocno (np. rozmowa przy niedzielnym obiedzie, przy córce ”- Miałeś nie pić! – A ty miałaś nie być zimną suką”), jest sporo niedopowiedzeń. Wasielewski napisał scenariusz oparty na emocjach, pełen niewypowiedzianych refleksji. To jego zasługa, fakt, ale też mistrzowskiego aktorstwa.

Nie jest łatwo zagrać utraconą, wielką nadzieję na to, że wraz z zewnętrznymi okolicznościami zmieni się wewnętrzny świat emocji. Nie jest łatwo napisać i zrobić film, który bez pukania, na bezczela, ochoczo włazi ludziom do mieszkań, łóżek i łazienek i sprawia, że jednak jest obco i dziwnie. Twórcom, wszystkim, bez wyjątku, ”Zjednoczononych Stanów Miłości” to się udało.